Loading

0 %

VTelevision

Od singli Elvisa po hity Lil Nas X – muzyka nigdy nie będzie taka sama dzięki sieci cz.1

Jak to się stało, że od winyli, kaset, płyt cd i pirackich empetrójek przeszliśmy do aplikacji streamingowych? W tym artykule dowiesz się co nieco na temat historii udostępniania masom utworów muzycznych.

Muzyka jest nieodłączną częścią naszego życia. Towarzyszy nam dosłownie wszędzie. Na zakupach, w restauracji, w telewizji, na imprezach, w domu, w samochodzie… Dodaje energii, uspokaja, wycisza, pomaga się skupić, nadaje wyjątkowy nastrój chwili. Bez wątpienia jest elementem, który czyni naszą egzystencję bardziej kolorową. Osobiście, nie wyobrażam sobie bez niej życia. A czy zastanawiałeś się kiedyś, jak długą drogę musiała przebyć, aby być tak łatwo dostępna i tak powszechna? Jak to się stało, że niemalże całą bibliotekę utworów, które kiedykolwiek powstały mamy na wyciągnięcie ręki za kilka złotych miesięcznie?

Dawno, dawno temu, ludzie musieli wychodzić z domu, aby kupić muzykę. Odliczaliśmy dni do wydania nowego albumu, a czasami nawet ustawialiśmy się w kolejce przed sklepem muzycznym, aby upewnić się, że uda nam się zdobyć kopię. Ponieważ, wierz lub nie – był czas, kiedy albumy się wyprzedawały. I to naprawdę wcale nie było tak dawno temu. Ale od początku.

Pierwsze instrumenty i utwór muzyczny

Wszystko zaczęło się oczywiście od muzyki na żywo. Jaki był pierwszy instrument, który powstał, jest niestety dosyć ciężko odgadnąć. Ale możemy sobie pogdybać. Gdybym miała obstawiać, co było pierwsze, postawiłabym na bęben. Ot, któryś z naczelnych zaczął uderzać w jakiś przedmiot i zorientował się, że dźwięki są różne, zależnie gdzie uderzy i że może im nadawać rytm. I tak to się zaczęło. Potem pojawiły się piszczałki, muszle, grzechotki, czy też łuki muzyczne. W mojej wyobraźni wygląda to tak, że po ciężkim dniu polowań naczelni siadali przy dopiero co wynalezionym ogniu, formowali koło, chociaż jeszcze nie wiedzieli, co to jest i wspólnie grali i śpiewali Whisky zespołu Dżem.

Za najstarszy instrument na świecie uznaje się odnaleziony na terenie Niemiec flet, którego istnienie szacuje się na 35 tysięcy lat. Z kolei najstarszy, zapisany na świecie utwór muzyczny to Hymn do Nikkal. Kilkadziesiąt glinianych tabliczek, które zawierały zapis melodii ku czci sumeryjskiej bogini sadów, znaleziono w latach pięćdziesiątych na terenie starożytnego miasta Ugarit (obecnie terytorium Syrii). Tablice pochodzą z okolic XIV wieku p.n.e. Niestety, okazało się, że tylko jedna tablica była zachowana na tyle dobrze, aby można było rozczytać zapiski. To jednak wystarczyło, aby naukowcom udało się odtworzyć melodię najstarszej piosenki na świecie, która liczy sobie niemal 3,5 tys. lat.

Muzyka na żywo

Muzyka na żywo najbardziej rozwijała się w starożytnej Grecji. Była istotną częścią różnych uroczystości i wydarzeń życiowych, takich jak śluby, ceremonie religijne i pogrzeby. Mówi się, że Grecy tej epoki byli odpowiedzialni za wynalezienie wielu podstawowych elementów, których używamy do dziś do komponowania muzyk. To oni stworzyli terminy takie jak „skala” i „diatoniczny”. Wiele z ich kultury zostało później zaczerpnięte w starożytnym Rzymie. To właśnie tam ochoczo podzielano greckie zamiłowanie do uczestniczenia i oglądania wydarzeń na żywo w miejscach przypominających amfiteatry. Mimo to, część uczonych twierdzi, że nasze współczesne tradycje muzyki na żywo zaczęły się w europejskim średniowieczu, kiedy to kościoły służyły jako miejsca, w których odbywały się występy.

W końcu ludzie zaczęli „nagrywać muzykę ręcznie” – czyli tworzyć zapisy nutowe. Zanim dźwięk uchwycono mechanicznie, tworzono pisemne instrukcje dotyczące odtwarzania utworów muzycznych. Szacuje się, że ta praktyka sięga ery babilońskiej, czyli pomiędzy 1250-1200 r. p.n.e. W końcu pojawił się pomysł, aby słuchać muzyki poza salą koncertową i móc ją usłyszeć bez kogoś, kto wykonuje ją przed publicznością.

I wtedy wchodzi on – Thomas Edison – cały na biało.

O tym, jak przez przypadek powstał fonograf

Czasem to, co najlepsze przychodzi do nas niespodziewanie, wtedy, kiedy nawet tego nie planujemy. Tak też było w przypadku fonografu. Bo co zaskakujące, Edison nie zamierzał go tworzyć jako narzędzia do nagrywania muzyki. Jego wynalazek z 1877 roku był raczej rozwinięciem jego wcześniejszych prac nad telegrafem (wynalezionym przez Samuela Morse’a) i telefonem (wynalezionym przez Alexandra Grahama Bella i Antonio Meucciego). Uważał, że komunikat ustny – jak werbalna wersja telegrafu, ale nagrana – może zostać przechwycony i odtworzony. Jak się okazuje, pomysł wypalił, o czym Edison przekonał się po przetestowaniu tekstu na prototypie. Pierwsze słowa nagrane przez Edisona w ramach testu brzmiały Mary miała małą owieczkę. Jest to fragment popularnej rymowanki dla dzieci, a do zdarzenia tego miało dojść 12 sierpnia 1877 roku. Rok później w swoim artykule zatytułowanym The Phonograph and Its Future Edison napisał:

Fonograf będzie bez wątpienia hojnie poświęcony muzyce. Piosenka śpiewana na gramofonie jest odtwarzana z niezwykłą dokładnością i mocą.

I miał całkowitą rację. W ciągu roku „nagrane cylindry”, czyli dzisiejszy odpowiednik płyt, zostały sprzedane. Gdy stały się bardziej popularne, ich produkcja została zwiększona. W końcu zostały wykonane w formie płyt winylowych, jednak ten format był dostępny dopiero po II wojnie światowej.

Transmisje radiowe

Chociaż technologia radiowa istniała już dawno temu, domniemana pierwsza komercyjna amerykańska stacja radiowa KDKA, zaczęła nadawać dopiero w 1920 roku. W ciągu następnych sześciu lat pięć milionów amerykańskich rodzin posiadało radiostacje. Jeśli idzie o nasze polskie podwórko, to historia radiofonii rozpoczyna się dopiero w 1926 roku. Dokładnie 18 kwietnia 1926 roku w Polsce wystartowała oficjalna stacja radiowa pod nazwą Warszawa.

Coraz większa popularność audycji radiowych sprawiła, że sprzedaż płyt zaczęła gwałtownie spadać, szczególnie w 1929 roku. Warto jednak zauważyć, że spadek sprzedaży płyt mógł mieć coś wspólnego z Wielkim Kryzysem rozpoczynającym się w tym samym roku. W końcu jednak branża nagraniowa i nadawcza znalazła sposób na współpracę. W przeciwnym razie nie moglibyśmy dziś słuchać muzyki w radiu. Trzeba jednak przyznać, że ta forma słuchania muzyki powoli odchodzi do lamusa. Radio najczęściej możemy usłyszeć bowiem u babci w kuchni, ewentualnie włączamy je w samochodzie, jeśli nie mamy pomysłu, jaką muzykę włączyć.

Winyle, kasety i płyty CD

Ktoś pamięta jeszcze w ogóle kasety? Przypomnij sobie te emocje, kiedy taśma wkręcała się w magnetofon i musiałeś ją ratować. Te godziny spędzone na przewijaniu kasety za pomocą ołówka. Trzymanie mikrofonu przy radiu, tylko po to, aby mieć własną kopię nadawanych piosenek. Ahh, wspomnienia. Jednak zanim pojawiła się kaseta, była płyta winylowa. W rzeczywistości winyle były wynikiem ograniczonych dostaw produkcyjnych podczas II wojny światowej. Stało się tak, ponieważ winyl był tańszy i szerzej dostępny, a płyty tłoczono w celu dystrybucji wśród żołnierzy amerykańskich.

W latach 60. medium odsłuchowe nadal ewoluowało. To właśnie wtedy wśród oferowanych opcji pojawiła się kaseta kompaktowa Philips. Był to jeden z najwcześniejszych formatów przenośnego słuchania muzyki. Wkrótce kasety zaczęły być odtwarzane w samochodach, a w 1979 roku Sony zadebiutowało na rynku ze swoim pierwszym, kultowym dużym przenośnym odtwarzaczem kasetowym: Walkmanem.

A potem poszło już z górki i wprowadzono płyty kompaktowe, czyli CD. Główny punkt zwrotny płyt CD miał miejsce w 1981 roku, kiedy to album The Visitors zespołu ABBA stał się pierwszym popowym albumem wydanym na CD. W następnej dekadzie płyty stały się podstawowym formatem muzycznym. Wraz z nimi pojawiły się Discmany, a odtwarzacze kaset w samochodach, zostały wymienione na takie z wejściem na płyty.

Pirackie empetrójki, które mieściły się w kieszeni

Odtwarzacze mp3 (a później też mp4) były kiedyś audiofilskim gadżetem. Rzeczą, którą trzeba było mieć, jeśli chciało się słuchać muzyki poza domem. Pierwszym na świecie przenośnym odtwarzaczem MP3 był zaprezentowany w 1998 roku MPMan F10. Jego pamięć była równa zaledwie 32 lub 64 MB. Później nadeszła era telefonów muzycznych. Na tyle okładki każdego nieszanującego się czasopisma mogliśmy znaleźć listę zarówno utworów muzycznych, jak i tapet do pobrania. Do tej pory gdzieś w głowie mam żenujące wspomnienie, jak pobrałam sobie na swego Sony Ericssona W200i monofoniczną (bo tańsza) wersję Chori Chori od Arasha i słuchałam tego w kółko. Kto był bardziej cwany i się nie bał, pobierał utwory z pirackich stron, a później przesyłał je innym przez podczerwień (daj bliżej, będzie szybciej!). To znaczy kolega mi mówił, że niektórzy tak robili.

W międzyczasie zaczęły powstawać pierwsze serwisy udostępniające muzykę, na zasadzie płatnej współpracy z artystami. Ale o tym przeczytasz w drugiej części artykułu, która ukaże się już za tydzień, 7 czerwca!